niedziela, 2 grudnia 2012

Wale(n)tynki

Autor: wisienka. | Data: 10 lutego 2012r. | Godzina: 11:30

Hej. Na samym wstępie chciałabym Was zaprosić do posłuchania piosenki [tu klikać], którą ubóstwiam. <3
 Przyznam, że mojego problemu nie miałam ani czasu, ani głowy rozwiązywać jednak jakoś nie ubolewam z tego powodu. Najprawdopodobniej rozwiąże się sam. Jak zwykle zresztą. W niedziele starałam się jak tylko mogłam unikać wzroku Łukasza. Tak jakoś uznałam, że będzie lepiej jednak nie udawało mi się to cały czas. Nie robię jednak nic. Postanowiłam poczekać na rozwój sytuacji. --,
Dziadziu wczoraj wrócił ze szpitala z K., ale to jeszcze nie koniec, gdyż tego zabiegu, który on musi przejść tam nie robią i 21 lutego jedzie do Warszawy na dzień na zabieg. Na szczęście to nie jest nic wielkiego i strasznego także jest dobrze. ;)
Dzisiaj mam zamiar zakończyć 'Syzyfowe prace'. O tak, to było naprawdę syzyfowe zajęcie. Po dwóch stronach ja śpię żywcem, a tu trzeba czytać dalej... Dali by choć raz coś ciekawego, a nie. Jedyną lekturą, która mnie zainteresowała było 'Quo vadis'. -.-'
Tata wykupił pakiet i w ten oto sposób zyskałam Comedy Central, co u mnie równało się oglądaniem 'Pingwinów z Madagaskaru'. Uwielbiam to. I Marlenka! Wreszcie jakaś postać, która ma moje imię, huehuehue. xD
Miałam dzisiaj jechać z Jasią do J. na zakupy jednak nam to nie wypaliło. Tata zaoferował, że mnie weźmie jutro, bo i tak tam jedzie. Hardkor! Nie wiem kto bardziej ryzykuje: ja jadąc z nim, czy on jadąc ze mną. I te jego 'będziesz tam miała swoje pół godziny na zakupy'. No, tak, już to widzę... Pół godziny... Ehe, jasne... Chyba półtorej jak już. Zaiste on jeszcze nie wie, w co się pakuje. xD
Zbliża się najbardziej skomercjalizowane, najbardziej przesłodzone pseudo święto zakochanych. Nie żebym miała jakiś kompleks miłości czy coś, ale po prostu nienawidzę tego dnia. Od zawsze na zawsze. Uważam, że miłość powinna być na co dzień, a nie tylko od północy do północy 14 lutego. -.-' Sorry, takie jest moje przekonanie. U nas w szkole szał walentynkowy zaczął się już przed feriami. Jakaś totalna masakra! Wszędzie serduszka, różowo, czerwono, mdło!! Nie, to nie jest dla mnie. Po południu we wtorek ma być szkolna dyskoteka. Nie wiem jeszcze czy pójdę, ale może się skuszę. Ma być 'obowiązkowa', bo na niej będą rozstrzygnięcia konkursów. Miałam się zabawić w jeden, a mianowicie konkurs na paznokcie walentynkowe, ale jednak nie będę robić na swoich pazurkach tego kiczu. -.-' Jedynym kiczem, w który się zaangażuję będzie wysłanie kartek walentynkowych. Dokładnie dwóch. Jednej pocztą szkolną, drugiej (ze względów koniecznych) zwykłą Pocztą Polską. Na tym mój angaż w komercjalizm tego dnia się skończy. The end.
Zbliża się marzec, a co za tym idzie moje urodziny. Postanowiłam zrobić na szesnastkę przyjęcie. Takie dla wybranych ludzi z klasy. I tak narazie się zastanawiam jak ja mam to ogarnąć. Bo tak tkwię w punkcie 'z kogo zrezygnować, kogo zaprosić, żeby nie robić wesela' i tak sobie tkwię i pewnie tkwić będę. No nic, jeszcze mam czas.
Przyszły tydzień? Powrót do szkoły, wtorek - walentynki (-.-), środa, czwartek, piątek - rekolekcje za Rzeszowem, sobota - wyjazd z projektu: Kraków - Politechnika. Na blogu mam zamiar zawitać w przyszłą niedzielę tj. 19 lutego.
I ferie praktycznie mi minęły... Ech, szkoda. Nie chce mi się wracać do szkoły. ;( No dobra, nie narzekam tylko kończę i będę oglądać Niekrytego Krytyka na yt. Pa ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz