niedziela, 2 grudnia 2012

Gdy serce kłóci się z rozumem...

Autor: wisienka | Data: 8 stycznia 2012r | Godzina: 16:49

Hej. ^^ Dzień, można by rzecz, wymarzony. Niedziela, przypruszyło krajobraz wokół mnie śniegiem (zapewne już pojutrze zostanie po nim tylko wspomnienie) i, co chyba dzisiaj najważniejsze, Justyna wygrała Tour de Ski. Cieszyłam jak głupia, gdy zostawiła za sobą Marit. Nie wierze w tą całą astmę Bjoergen. ;x Wygrana w rękach naszej kochanej Justysi. Życzymy jej kolejnych sukcesów! W końcu jest najlepsza. :D
Dopiero był piątek i nadzieja na weekend. Taaa, jutro już poniedziałek i szkoła. A do ferii jeszcze o ho, ho i trochę. Byle do 30 stycznia. ^^ Gdzieś tam jeszcze przed feriami mamy obiecane lodowisko i 18 stycznia przyjeżdża planetarium. Znowu się wyśpię. xD Gwiazdy i senna muzyka przypominają mi o tym, że wstałam o siódmej rano, a to przecież środek nocy. ;P
Co do szkoły, to mam wrażenie, że dziewczyny, nie wszystkie oczywiście, ale spora część, są strasznie fałszywe. Jak jest sprawdzian, kartkówka, pytanina, to "Marlena jak ja cię lubię". Jak nie ma nic, to mam wrażenie, że nic nie znaczę, albo nawet pokuszę się o stwierdzenie, że w takich "luźnych" momentach ich głównym celem jest mnie zjechać. -.-' Jak ja tego nienawidzę! Jak mnie mają lubić "od święta", co w tym przypadku oznacza "od kartkówki", to łaski bez. Mam wokół siebie ludzi, którzy mnie lubią bez względu na to czy akurat jest sprawdzian, czy nie, a fałszywek mi nie trzeba. A swoje obgadywanie i kolorowanie mojego życia mogą sobie wsadzić w skarpetki. Jakoś mało mnie to interesuje. ;x Chyba po prostu się już przyzwyczaiłam.
W sobotę mamy mieć dyskotekę z O. i W. z projektu. Zapowiada się niby dość ciekawie, bo i nasza grupa z Warszawy i nie tylko, ale ciągle się zastanawiam, czy pójdę. Pożyjemy, zobaczymy. ^^
Mam ochotę zapaść się pod ziemię, gdy dziewczyny zaczynają temat "Marlena i Andrzej" i jak my to do siebie pasujemy. Moje "ja do niego nic" już przestaje ludzi przekonywać, a niekontrolowane rumieńce doprowadzają do różnych domysłów skierowanych w jedną stronę. Teksty typu "Może ty do niego nie, ale on do ciebie tak. I to jeszcze jak" doprowadzają mnie do złudnych nadziei, a serce zaczyna toczyć walkę z rozumem. Wiem, że nie jestem mu obojętna. Ale w jakim stopniu "nie jestem obojętna", tego nie wiem... Moje postanowienie "nigdy nie wiązać się z osobnikiem płci męskiej, który uczęszcza do tej samej klasy co ja" byłabym w stanie złamać dla Niego. Taaa, plany i rozmyślania, a rzeczywistość jest jaka jest. x.x Powtórzę moją dzisiejszą maksymę: pożyjemy, zobaczymy.
We czwartek najprawdopodobniej przyjdzie do mnie ksiądz proboszcz z kolędą. Mhm, jak zapyta o to "jak tam nowy katecheta?", to już nawet wiem, co powiem. A co! I tak szkoła, do której chodzę nie jest w mojej parafii. Jak ja się cieszę, to sobie nawet tego nie wyobrażacie. Prałat i wikary tylko w szkole, a bierzmowanie już w parafii. Do tego MÓJ proboszcz jest fajny, a nie tak jak niektórzy. ^^
Pozdrawiam i do napisania! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz