niedziela, 2 grudnia 2012

Ferie w mroźne mrozy

Autor: wisienka | Data: 30 stycznia 2012r. | Godzina: 12:17

Hej. ;) No i feriuję. Wiem, że nie ma takiego słowa, ale kij z tym. Tak jakoś nie bardzo mi się chciało rozpoczynać te ferie. W sumie, to nawet nie wiem dlaczego, ale jakoś mi się nie chciało. Może dlatego, że siedzenie całe dwa tygodnie w domu mi się tak nie uśmiecha za bardzo? No dobra, skoczę sobie do Jasi, pojadę do Afika i przy okazji zahaczymy o Andrzeja, czy tam sobie do Oli pojadę, ale tylko wtedy, gdy temperatury będą normalne. Spacerowanie w temperaturze -15 st. mi się nie uśmiecha. A z tego, co wiem, to ocieplenie się nie szykuje w najbliższym czasie, a raczej chyba ochłodzenie jeszcze większe. Także ferie pewnie spędzę przed komputerem. Czad. -.- Z drugiej strony dobrze, że są ferie, bo codzienne chodzenie na przystanek cały jeden kilometr i dwieście metrów też do przyjemnych nie należy w takiej, a nie innej temperaturze, jaka na Podkarpaciu sobie teraz panuje. Pasuje mi też na tych feriach jechać do miasta coś zakupić.
W sobotę dostałam jakiegoś jadu, co do mnie nie pasuje, i posprzątałam swój pokój łącznie z wnętrznościami szaf i wywaleniem ciuchów, w których już nie chodzę. No i właśnie to mi uświadomiło, że nie mam się w co ubrać... Trzeba swoją szafę wzbogacić o coś nowego, bo pustkami świeci.
Skombinowałam sobie od kuzynostwa mego kochanego "Syzyfowe prace", które muszę na feriach przeczytać. Lubię czytać książki, ale nie lektury i tak jakoś za nic nie mogę zacząć czytać tej książki. Tak się na nią patrzę i patrzę, i coś mi się wydaje, że na patrzeniu się dzisiaj skończy. ^^
W piątek wkurzył mnie ksiądz, co chyba nie jest jakąś nowością. Oczywiście było kazanie dlaczego to nie chcemy jechać na te rekolekcje i, że jak nie chcemy, to przecież mogliśmy mu to powiedzieć. No niby mi to lotto, bo ja nie z tej parafii jestem i mogę wybrać czy chcę jechać, czy nie, ale dyrektor pozwala na wyjazd albo wszystkim, albo nikomu i właśnie w tym momencie ten wyjazd staje się również obowiązkowy i dla mnie. Zresztą, co by nam przyszło mu mówić, że nie chcemy jechać jak "musimy i już, i nie ma, że nie". No weźcie może Wy go zrozumcie, bo ja nie potrafię! Później już przegiął, bo "delikatnie" uświadomił nam, że jesteśmy bezbożnikami i przecież nam żadne sakramenty nie są potrzebne, bo tak nam będzie wygodniej. Nie ukrywam, że wypowiedziałam się na ten temat dość jednoznacznie tak, że księdzu szczęka opadła, że ja tak potrafię. No i dobrze. -.-' Jedynym miłym momentem tego dnia były zakupy z Jasią, na których zakupiłam sobie tunikę. >KLIK< Na żywo wygląda fajniej. ;)
W związku z tym, że mi się lubią śnić różne głupoty, powstał blog. Link do niego znajdziecie w Menu -> Senny blog, a dziś daję go również w notce >KLIK< Wpadajcie. Ciekawe co powiecie o tych moich snach. :)
Do napisania. <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz