Warunkując to, że nie przygotowałam żadnych ikonek, wstęp będzie po staremu.
Po przeżyciu pierwszych dwóch dni po feriach stwierdzam, że albo jeszcze śpię, albo... śpię. Nie mam żadnego innego racjonalnego wytłumaczenia dla stanu mojego umysłu. Jest mi tak ciężko wziąć jakąkolwiek książkę przedmiotową i zmusić się do nauki... Ale wciągnę się w ten wir wiecznego myślenia bez chwili wytchnienia, spokojnie. Potrzebuje jednak tydzień czasu, a tymczasem nauka trwa. Jednak jutrzejszy dzień będzie czymś, co powtórnie wybije mnie z zapoczątkowanego już rytmu logicznego myślenia. Otóż wczoraj na wychowawczej wpadliśmy na genialny pomysł wyrwania się z murów naszej budy jeszcze przed główną wycieczką pod koniec roku. Tak, pomysł został zaakceptowany przez wychowawczynię i dyrekcję. A tak na marginesie powinniśmy dziękować Bogu, że właśnie taka nauczycielka jest naszą wychowawczynią. Jedziemy jutro na lodowisko i na pizzę. Na lodzie jeszcze troszkę kaleczę, ale nie ma to jak rozrywka w tak zarąbistym gronie jakim jest nasze `stado`. My zawsze jesteśmy zmęczeni myśleniem, ale każdy pomysł na wyjazd jest od razu akceptowany. A co najważniejsze w tym wszystkim nie mamy jutro lekcji. Radość trwa.
Jeszcze zastanawialiśmy się nad kinem, ale nic fajnego nie grają. "Och Karol 2" był grany w naszym kinie w sobotę i niedzielę, a teraz? Już go nie ma, a właśnie "Karola" braliśmy pod uwagę. No i nie byłam! Znając życie oglądnę w necie. Chłopaki chcieli iść na "Piła 3D", ale pani wybiła im to z głowy.
Czy nie zauważyliście, że w moim tekście jest pewna monotonia? Tak i nie mam zielonego pojęcia skąd mi się to dzisiaj wzięło. Zero ekscytacji? Nie... Po prostu. Zmieniam styl? Nie zamierzam. Mi to tak samo jakoś wynikło. Jednak mnie normalny człowiek nie jest w stanie zrozumieć i właśnie dopadła mnie myśl, czy ja na pewno jestem z tego świata? No z Marsa nie spadłam, ale moja radość pomimo wszystko. Nie ma chyba takich osób, które jednocześnie były by normalne i poważne łącząc to z całkowitym brakiem powagi, paplaniem, śmiechem, beztroską. Jestem po prostu normalnie nienormalna!
Wracając do przeszłości...
W poniedziałek na języku polskim zasłynęłam swoją spontanicznością jeszcze bardziej niż zwykle.Na samym początku, mimo szczęśliwego numerka, zgłosiłam się do odpowiedzi, a właściwie opowiadania książki "Quo Vadis" (nie całej oczywiście) wybawiając tym większą część klasy, która książki nie przeczytała lub podczas pytania dostaje ataku zaschniętego gardła. Uzyskałam dzięki temu wiele podziękowań, co mi nie było potrzebne, ale było. Później, znowu spontaniczne, zgłosiłam się na warsztaty dziennikarskie zachęcona obietnicami wyjazdu do telewizji regionalnej, radia, brania udziały w audycji, przeprowadzania wywiadów, "starcia" z profesjonalnym makijażem, występem przed kamerą jako reporter. Byłam już na pierwszych zajęciach i nie żałuję decyzji. Było super!
Poza tym? Sławek...? No cóż, już gadają, mimo wszystko. W ich oczach już jesteśmy zakochaną parą, a po dzisiejszej akcji rozniosły się plotki, jeszcze większe plotki, po mojej klasie. "Bo Sławek źle sformułował zdanie, a informacje przekazywał Adrian." Mimo, że Sławek jest ode mnie starszy, to ja bardziej kumam matmę od niego, a przez to pomagam mu w wkuwaniu pierwiastków i zmiany znaków, czego on nie kapuje. Miałam mu wymyślić trzy zadania, ale brakło mi czasu i nie ułożyłam mu pełni zadania, a Adrian przyszedł z wiadomością, że [cytat] "Twój najukochańszy Sławuś prosi abyś dała mu te zadania, bo teraz czeka godzinę na autobus" Ja powiedziałam, powtarzając słówka na angielski, że później, a Adrian powtórzył mu to po czym przyszedł i oznajmił niespotykanie głośno, aby cała klasa słyszała:
[cytat] "Powtarzam słowo w słowo: >>Niech da mi teraz<<"
Czy muszę mówić jak zostało to odebrane przez klasę?
Kasia pożyczyła mi "Pamiętniki Wampirów", które aktualnie czytam. Jeej! Nie doszłam jeszcze do połowy, a już się w tej książce zakochałam. Boska!
baj ;*
1 lutego 2011r. | 18:45 | wisienka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz