niedziela, 2 grudnia 2012

Mój najukochańszy święty...

Witam!
Choć moja pamiętnikowa notka pojawiła się dopiero wczoraj, to dziś wstawiam kolejną. Jest to notka wyjątkowa i, co prawda, łączy w sobie troszkę mój pamiętnik, ale przede wszystkim opowieść o jakże bliskim mi człowieku, najukochańszym Janie Pawle II.
Wiadomość o beatyfikacji Jana Pawła II dotarła do mnie dopiero wieczorem, ale moja radość była niezmierzona. Nigdy nie spodziewałam się, że mogę cieszyć się z czyjejś świętości. A jednak. Choć nigdy osobiście nie znałam Jana Pawła II czuję do niego takie przywiązanie... Taką czystą miłość jak do własnego Ojca. Kiedy umierał miałam 9 lat. Mała byłam, ale płakałam podczas jego pogrzebu. Im dłużej od jego śmierci tym bardziej się do Niego przywiązuję. Wszystkie filmy o Jego życiu, działalności wzbudzały we mnie podziw i tworzyły jeszcze bliższe więzi. Już za jego życia uważałam go za świętego. Dla mnie nie musi być beatyfikacji i całych tych formalności. Dla mnie zawsze był ŚWIĘTY.
To co usłyszałam, jedno słowo BEATYFIKACJA, wywołała radość w moim sercu. Nigdy nie spodziewałam się takiej radości. Tak nagle... Teraz bardzo lubię Go wspominać...
Nie dało by mi, aby tutaj nie wspomnieć o Janie Pawle II. Zacznijmy od początku.
Karol Wojtyła urodził się w 1920 r. Jego życie już od dziecka nie było łatwe. Najpierw zmarła mama, później brat. W końcu wybuchła wojna. Podjął się ciężkiej pracy w kamieniołomach, a potem zmarł jego ojciec. Szybka decyzja o wstąpieniu do seminarium, a później biskupstwo i wreszcie został kardynałem. W 1978 r został wybrany na papieża i przyjął imię Jan Paweł II. Różnił się od swoich poprzedników i to bardzo! Później zamach, choroba, w końcu 2 kwietnia 2005r śmierć. Zapisał się w pamięci ludzi na zawsze.
W dniu jego śmierci płakałam. Niby mogłoby się wydawać, że dziewięciolatka jeszcze z tego wszystkiego nie wiele rozumie, a jednak. Każdy czuł stratę kogoś bliskiego...
To historia w ogromnym skrócie, ale chyba każdy ją zna. Ja jestem katoliczką głębokiej wiary, więc każda nowa osoba wyniesiona na ołtarze jest dla mnie radością, ale TA radość przewyższa wszystkie pozostałe.
Tak bardzo chciałabym być 1 maja 2011r. w dniu beatyfikacji w Rzymie. Niestety jest to niemożliwe, ale na pewno będę oglądać całą uroczystość w telewizji. To wielkie święto dla wszystkich Polaków i całego świata! Będziemy mieć błogosławionego przyjaciela. Przyjaciela wszystkich ludzi...
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz