niedziela, 2 grudnia 2012

Prawie wszystko jest git

Hej. xd
Nie wytrzymałam do imprezki. Jak ja mogłabym wytrzymać do zapowiedzianego terminu? To nie jest w moim stylu. Po pierwsze zyskałam nowych czytelników z czego się bardzo cieszę, no i zaskoczona jestem ilością komentarzy. Milutko. :)
I tak w ogóle to ja Was zapraszam na vampire-night  --  mój blog z opowiadaniem.
Zaczynam od tego, że długo nie pisałam, ale wiele rzeczy to nie ma do napisania. Kilka najważniejszych.
Przygotowanie do imprezy? No idzie, ale powoli. Ikonki już prawie mam, obrazki już są, jeszcze zrobię trzy nagłówki i będzie super. Myślę, że do nadrobienia zaległości w sprawie tej imprezy wezmę się jutro i po jutrze - zdążę. O to się nie martwcie. :D
A teraz przejdę do życia.
Prawie wszystko git. Prawie, bo jutro jest koncert na rynku i miałam jechać, ale nie ma zgody od rodziców. "Bo dopiero co byłam chora na anginę, a to jest na powietrzu i żebym się nie rozchorowała od nowa". No w sumie racja. Lepiej odpuścić koncert i być zdrowym niż zawalić święta i Sylwka, który szykuje się bardzo obiecująco. :D Myślę, że nie ma co płakać za koncertem. Zaraz po świętach konkurs kolęd i pastorałek, potem koncert w Domu Kultury "Światowe Hity" (tam mam śpiewać po francusku xd prestiż) później koncert w Rzeszowie, a później jeszcze jakiś konkurs powiązany z koncertem. Myślę, że dla zaśpiewania jednej kolędy na rynku nie ma co robić wielkiego rozmachu. Wolę te prestiżowe koncerty z telewizją ma się rozumieć.
Na jasełka przyszłam w sam raz. Trwają już ostatnie przygotowania. Będzie ok. 70 zaproszonych gości. Tu śpiewam dwie kolędy, więc luz.
Kończę z pisaniem o śpiewaniu i jadę dalej.
Tylko teraz od czego by tu... ? Może od mojego hucznego powrotu do szkoły.
Więc odbył się on dzisiaj i właściwie największe powitanie było ze strony Andrzeja.
"O.. Jak dobrze, że już jesteś. No, ale wiesz. Jest sprawa. Za to dwutygodniowe trzymanie mojego zeszytu napiszesz mi zadanie z muzyki." No tak.. Oczywiście jak zawsze bezinteresowny Andrzej i inteligentne odpowiedzi koleżanek : "My wiemy, że dawno się nie widzieliście, ale może Andrzeju, dasz przejść Marlenie, aby ta mogła z nami zamienić dwa słowa... chociażby ?" Spokojnie. Wszystkich obdarowałam opowieściami o tępym lekarzu i o tym, że mój kot jest psychicznie chory. I zresztą pewnie ma to po mnie.
Czyli w skrócie - tępy doktor = zastępstwo w ośrodku za doktorkę = nijaka wiedza = nic nowego.
Choroba psychiczna kota = siedzenie 4 godz. przed balkonem patrzenie w karmin (bez żadnej reakcji) = wchodzenie na komputer i spanie na nim = wchodzenie do kuchni w sensie dosłownym. Jak są palniki i pod spodem piekarnik to jeszcze pod spodem jest takie coś co się wysuwa. No to do tego wchodzi. xd
Dziś w szkole była wigilia. Łamanie się opłatkiem i życzenia... "Żeby Ci się tam ze Sławkiem układało. Albo z Andrzejem. Z kim tam wolisz." A tych niezorientowanych w sytuacji "Żebyś znowu z Wojtkiem chodziła". Masakra xd

Od słowa do słowa i doszłam do Sławka. Na blogu z opowiadaniem obiecałam, że napiszę dlaczego 27.12 jest dla mnie taką ważną datą. To napiszę 27. Na razie przejdziemy do tego co było dzisiaj.
Wchodzę do autobusu, ale była kolejna, bo wszyscy się pchali. Zauważyłam Sławka i mówię "Oj jaka długa kolejka. Ale przecież Sławek mnie przepuści." w odpowiedzi usłyszałam "Ależ oczywiście" . No i tak się stało, bo czekał aż przejdę pierwsza. Poszedł zaraz za mną. Zajęłam miejsce, a on już z połowy autobusu mówi : "O widzę, że dla mnie miejsce zajęłaś. Jak to dobrze" Rozczarowałam go, bo odpowiedziałam "Wybacz, ale już wcześniej umówiłam się z Justyną, że jej miejsce zajmę. Jak jutro kończysz po pięciu to obiecuję, że będę trzymać miejsce specjalnie dla Ciebie. Albo Ty dla mnie". "Oczywiście, że tak się stanie i trzymam Cię za słowo" - odpowiedział. Usiadł zaraz za mną i tak właściwie to... No w sumie prawie cały czas gadałam z nim. Wreszcie po tekście "Ale mój palec to Ty puść" skierowanym przeze mnie do Sławomira odezwał się Kamil. "E no... Sławek. Ale zarywasz." Sławek tylko się uśmiechnął do niego i nic nie odpowiedział. Dalsza podróż mijała podobnie poza tym, że zawędzili mi czapkę. Po "walce" stoczonej podczas opuszczania autobusu przez Sławka o moją czapkę, usłyszałam tylko tekst "Noe możecie się umówić w jakimś zacisznym miejscu? A nie publicznie się tak obmacywać." Oczywiście z ust Kamila padł ten wielce inteligentny tekst. Po dodaniu "Trzymam Cię za słowo. Hej" Wyszedł. xd
Justyna podsumowała krótko : "Ktoś tu się zabujał...". Na moją odpowiedź "No coś ty..." skomentowała : "Ślepa nie jestem. Widać, że mu wpadłaś w oko. I to jak" A później to już ja wysiadłam i na tym się romantyzm autobusu skończył. W sumie, to kocham ten autobus. :D

Okay kończę. xd
  Adam Lambert - Voodoo

A! A'propos voodoo - laleczki z podobizną mojej nauczycielki od histy. Nie zrobiłam jej, ale sie historyczka rozchorowała i jej nie ma.

baj ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz